Menu

Live is Life

Lifestyle

Spokój zaczyna się właśnie tam, gdzie kończy się ambicja

donbrandon

Pocieszę was. Jutro poniedziałek. Na domiar złego każdy kolejny dzień przybliża nas do wspólnej, nieuchronnej porażki - mianowicie śmierci. Może to zabrzmi abstrakcyjnie, ale spacerując właśnie po cmentarzu znajduję jedną z największych motywacji do tego, by robić cokolwiek w swoim życiu. Bo popatrzcie, ile tam leży niespełnionych marzeń, celów i ambicji. Od strachu wiszącego w powietrzu, aż atmosfera robi się gęstsza. Wychodząc stamtąd od razy masz ochotę zrobić następny krok. Ruszyć z kopyta, bo przecież czas ucieka. Tak sobie myślę, że szkoda tego krótkiego życia na lęk i nic nie robienie. Święty spokój nie jest najważniejszą rzeczą w naszej ludzkiej egzystencji. Choć wielu go wręcz pragnie, chowając się gdzieś w kącie. Najlepiej pod pierzyną. O tak, wtedy nic nie zdoła zaburzyć ułożonej, dobrze znanej mi przestrzeni. Ba, powiedziałbym, że spokój nie jest nawet w pierwszej trójce. Na szycie listy znajduje się zdrowie, pieniądze i... alkohol. Pewnie powinna paść miłość na jednej z czołowych pozycji, ale chyba jednak wysokoprocentowe alkohole na dłużej skradły serce niejednego, szanującego się i czasem trzeźwo myślącego polaka. 

W koneserskim środowisku można usłyszeć żart: Ile musiałbyś wypić żeby mieć cztery promile we krwi? Panie! musiałbym nie pić przez trzy dni! 

Wielu wyznaje maksymę, że życie na trzeźwo jest nie do przyjęcia. A tak, choć odrobinę można ubarwić tą ziemską podróż i wprowadzić element zaskoczenia - zwłaszcza porannego, kiedy stajemy przed lustrem. Nie wszyscy przecież muszą pamiętać wszystkie kontakty z krawężnikami, asfaltem i napotkanymi ludźmi. Takie zwroty akcji to ja rozumiem! Ale jestem wyrozumiały, bo w końcu wszystko jest dla ludzi - w umiarkowanych i rozsądnych dawkach, nieprzekraczających pół litra na głowę.

Zasługi dla alkoholu mierzy się promilami przyrostu naturalnego w naszym kraju. Ileż to młodych polskich patriotów narodziło się dziewięć miesięcy od chwili współżycia i spożycia zarazem. Alleluja! I choćby za to mu chwała. Chwała wszystkim, którzy byli zamieszani w ten romans z czarodziejką gorzałką!

Moralność? - pojęcie względne, bo zaczyna się i kończy w chwili, gdy zatrzaskujemy drzwi własnego mieszkania. W głównej mierze jest na pokaz. "Bo nie ma ucieczki przed gębą, jak tylko w inną gębę." - Ferdydurke. Jesteśmy aktorsko uzdolnionym narodem. Prawie każdy coś udaje tyle, że to ledwie dobra mina do złej gry. Dobrze, że jeszcze czasem potrafię zachować odrobinę przyzwoitości.

 Jestem niczym Oscar Wilde: Potrafię oprzeć się wszystkiemu z wyjątkiem pokusy. Życia pełnego rozkoszy, doświadczeń i wbrew pozorom braku stabilności. Tego nigdy i tak nie uda się osiągnąć, choćbym zmyślnie i na milion sposobów starał się układać z rozwagą rozsypane puzzle. Ludzie podążają za hasłem "stabilizacja" jak ćma do światła. Śmiało mogliby maszerować ze sztandarem w ręku na którym widnieje napis: "Bezpieczeństwo i stabilizacja"  Całkiem dobra nazwa dla partii politycznej. Chwytliwy slogan. BiS - i nawet dobrze się kojarzy. Z nagrodą, dostatkiem, bonusem i premią. Synonimów od groma. Chociaż ten dostatek jakoś tu nie pasuje, bo to nijak się ma do podejmowania ryzyka. A jak wiadomo: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana! Zaspokojenie potrzeb zwykle demobilizuje do działania.I znów wszystko sprowadza się do pogoni za przyjemnością. Ale to dobrze, nigdy nie zgadzałem się z teorią, że głównym elementem życia jest cierpienie. Zdarza się ono co najwyżej pięć razy w tygodniu, a przerwane jest nadejściem weekendu.

 Możesz czuć się bezpiecznie, ale nie zdobędziesz stabilności, bo każdy następny dzień jest nieodkryty, jest swego rodzaju tajemnicą i o ile nie jesteś jasnowidzem, to nie zdołasz wszystkiego przewidzieć. Ludzie walczyli o wolność. Nie o bezpieczeństwo. Tkwienie w sferze komfortu zabiera tę wolność, powoli małą łyżeczką skrobiąc nasz zapał i chęci aby wyrwać się z tego coraz bardziej przytłaczającego stanu w, którym brakuje elementu zaskoczenia. Nigdy nie zrozumiem myślenia: "Jest chujowo, ale stabilnie" - to podcina skrzydła. Ogranicza możliwości poznania czegoś więcej niż dotychczas. Tego co jest nieznane, znajduje się gdzieś dalej, gdzie nie sięga nasz wzrok, a co potrafi zmienić nasze dotychczasowe położenie na lepsze. 

Niektórzy chcieliby mieć wszystko. Już! Teraz! Natychmiast! Bo się im należy. Ale nic nikomu się nie należy. Nawet na dostanie w twarz trzeba sobie zasłużyć. Własne mieszkanie? Zapomnij. Przecież gardzisz lewicą, więc i branie mieszkania socjalnego z przydziału Ci nie przystoi, a na wszystko inne trzeba zapracować. Zresztą miejsca na dworcu i pod mostem też już są zajęte. Zarezerwowane dla ludzi, którzy przeważnie w przeszłości zdołali osiągnąć więcej niż ty. Mieli nieruchomości, firmy, rodziny, ale z różnych przyczyn to stracili. Proza życia. Mam dla Was zagadkę: Dlaczego dzieci komorników zawsze pierwsze w klasie mają nowy komputer? Tak. Trafna dedukcja. Wiedziałem, że tego bloga czytają ludzie inteligentni. Swoją drogą, ciekawe jakie to uczucie zabierać komuś jedyny telewizor, lodówkę i pralkę. A nie, jednak przestało mnie to interesować. W tej robocie bez wątpienia musiałbym mieć coś na rozładowanie napięcia w tak porąbanych sytuacjach. Na całe szczęście na ten moment nie grozi mi ta perspektywa. Oba scenariusze na razie wykluczam. Na windykatora się nie wybieram i widocznie jakaś niewidzialna siła czuwa nade mną, ponieważ nie stać mnie nawet na to, żeby stracić na chwilę rozum - czyli wziąć kredyt.

Często padamy ofiarą presji społecznej i nie zdajemy sobie z tego sprawy. Wpadamy w ten wir, sami nie wiemy kiedy i podświadomie podporządkowujemy się oczekiwaniom względem nas. Jesteśmy jak trybik w sprawnie naoliwionej maszynie. Tak nie wypada, tego nie wolno, tego też nie, bo co powiedzą inni? Wpadamy w złość i frustrację, gdy nie spełniamy oczekiwań. Zarazem śmieszno i straszno. Nacisk i presja społeczna towarzyszy nam w zasadzie od początku naszego istnienia i większość ludzkich losów można zapisać punkt po punkcie opierając się na najczęściej występującym schemacie. Ocena naszych zachowań będzie nam bezwzględnie towarzyszyć, ale da się z tym żyć. Ile satysfakcji przynosi robienie czegoś w zgodzie ze samym sobą, odcinając się od tego galopującego tłumu, o tym przekonał się tylko ten, kto zrobił choć raz coś na przekór, idąc pod prąd. Większość przeważnie się myli. Tylko jednostki są wybitne i nie boją się myśleć oraz postępować inaczej. Pionierzy przeważnie giną od strzału w plecy. Od tyłu najlepiej się atakuje, a uwierzcie wielu ludziom ciężko jest znieść widok kogoś kto ich wyprzedza, góruje nad peletonem i coraz bardziej odjeżdża. Ludzie nie są nieomylni i nie warto słuchać kogoś kto nie odpowie za swoje rady i nie naprawi naszych błędów. Konsekwencje ponosimy my sami, dlatego musimy zdecydować czego chcemy od życia i to sobie po prostu wziąć. Bo największym mordercą ludzkich marzeń jest strach i upływający czas. Czas, który trwonimy na sprawy nieistotne. Nikt na łożu śmierci nie będzie żałował, że nie zdążył oglądnąć następnego odcinka ulubionego serialu trwoniąc przy tym kolejną godzinę. Żałujemy rzeczy namacalnych, prawdziwych, przywołujących wspomnienia i obfitujących w naturalne, nieudawane reakcje. Brakuje nam choćby kilku chwil radości przeżytych z osobami na, których naprawdę nam zależało.

Cała paleta doznań jest na wyciągnięcie ręki. To co najistotniejsze zaczyna się tuż za naszym oknem i przychodzi każdego ranka wraz z pierwszymi promieniami słońca. Jak to wykorzystasz zależy tylko od Ciebie. Kiedyś się bałem i nie robiłem. Dziś się boję i robię. Strach jest sprzymierzeńcem wojowników, bo sprawia, że pozostajemy czujni.

Idźcie i bądźcie odważni.

© Live is Life
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci